czwartek, 7 sierpnia 2014

Holandia x Lovino ( Romano ) cz.1.

 -Cześć mały.

Wysoki mężczyzna, na oko lat 28, blondyn z zielonymi oczami i a fizycznie postawioną grzywką oraz długim, niebiesko- białym szalikiem, podszedł do dużo mniejszego bruneta z loczkiem, równie zielonymi oczami i zabawnym rumieńcem
na policzku.

 -H-hej... odpowiedział niepewnie patrząc w jego stronę. -Znamy się...? -dodał.
 -Chyba, tak. Sądząc po tym, że jesteś tu z Hiszpanią.. -odparł blondyn zapalając sobie papierosa, którego przed chwilą włożył do ust. Usiadł spokojnie obok chłopaka.
 -Skąd znasz mojego ojca? -oburzył się młodszy brunet.

Blondyn spojrzał na niego zielonymi, zmęczonymi życiem oczami i cicho westchnął. -To mąż mojej siostry... Wypadało by go znać. -mruknął pod nosem i wyciągnął filtr z ust, wydmuchując dym z płuc.
Brunet tylko schylił głowę i potarł nos zadrapanym nadgarstkiem.

-A Tobie co? Zaintrygował się blondyn, przysiadając się bliżej.
 -Kot brata mnie nie lubi... .Chłopak ponownie potarł nos.
 -Ile liczysz wiosen? -Blondyn siedział już praktycznie przy brunecie.
 -Słucham...?
 -Ile masz lat.
 -aa... 17 -mruknął brunet i chwycił szklankę z sokiem pomarańczowym.
 -Młody jesteś... -uśmiechnął się niezauważalnie wyższy mężczyzna.
 -Rozmowa rozmową, ale jak Ty się w ogóle nazywasz?
 -Vincent de Vries*. Znany jako Holandia. -odparł niemal natychmiast blondyn.
 -Ja jestem Lovino, Lovino Vargas. -zarumienił się. -Jestem personofikcją Włoch Południowych...
 -To dlatego Cię kojarzyłem. Napijesz się piwa? -Zapytał Vincent.
 -Nie mam jeszcze 18 lat...
 -Tak naprawdę to masz więcej nim 200...ale to szczegół. - wtrącił się Holandia.
 -Chce to piwo! ...kurwa! -dodał po chwili a Holandia znów się uśmiechnął, ledwo poznał tego dzieciaka a już go polubił.

 Po chwili stał już przy Włochach, dzierżąc w dłoni piwo.

 -Zaczekaj... Chcesz mnie upić?!
 -Popierdoliło? Jeszcze nie widziałem nikogo kto by się upił po jednym piwie. Lovino skinął tylko głową i odebrał puszkę od blondyna i zacisnął zęby, po czym wziął pierwszy raz, pierwszego łyka, pierwszego piwa.
 Holandia widząc jego minę, natychmiast zabrał mu puszkę.
 -Jednak wole wino... . Lovi otarł usta i podkulił nogi na kanapie w lokalu, w którym się znajdowali. Włoch zaczął obserwować gości, oraz swojego ojca... z nową żoną... Niby lubił Belgię i te sprawy ale jednak czuł do niej urazę, że zabiera mu jedyną osobę z którą bym w stanie porozmawiać o wszystkim.
Niby to ślub ze względu na dobro obydwu państw ale po tych dwóch dało się znaleźć prawdziwą miłość. Włochy dalej zamyślony przyglądał się każdemu kraju, bez wyjątku.
Nawet lekko uniósł kąciki ust gdy zaobserwował swojego brata, jak nieudolnie próbuje nauczyć tańczyć tego szwaba. Nie zwrócił większej uwagi na to, że zostaje obejmowany przez Holandię, o którym już zdołał zapomnieć.

 -Co chcesz?. Włoch warknął i odepchnął rękę blondyna. Ten tylko przygryzł filtr swojego papierosa i znów zamilkł, po czym sięgnął po kufel z piwem.
 -Nie jesteś zbyt skłonny do rozmowy... . Odparł Włoch
 -Taki już jestem...
 -Jak jesteś? - Belgia zawisła Holandii na ramieniu pojawiając się nie wiadomo skąd w tej swojej białej sukni.
 -Normalny. -dodał po chwili patrząc na Lovino
 -E tam! Normalny człowiek się uśmiecha! -Holandia zmierzył wzorkiem Belgię i prychnął.

Ta tylko uśmiechnęła się szerzej i palcami podniosła jego kąciki ust. Lovino cały czas się przyglądał tej dziwnej scenie, lecz po chwili postanowił się wycofać. Nie zdążył zrobić nawet kroku a poczuł ucisk na nadgarstku i został powalony na kanapę.

 -Co robisz idioto?! -Włoch spróbował się zamachnąć, ale jego druga dłoń została równie zablokowana. -Puść mnie kurna! -znów próbował się wyrwać, ale speszył
go dźwięczny, choć cichy śmiech.

 -No i z czego rżysz?! Kretyn! - Lovino wykorzystał chwilę rozkojarzenia starszego i wyrwał się. Vincent znów wyciągnął paczkę papierosów i wsadził sobie kolejnego pomiędzy wargi.

 -Chcesz? -spojrzał na Włochy, a ten tylko posłał mu pytające spojrzenie. -Ale ja jeszcze nigdy nie paliłem... . -Powiedział zarumieniony bliskością holendra.
 -Ale musiałeś wybrać ten jebany składzik? A nie jak ludzie wejść do palarni...?
 -Ktoś by nas zobaczył. -spokojnie odpowiedział Vincent.
Lovino tylko kiwnął głową i odebrał od starszego kolegi papierosa.

Drżącymi dłońmi włożył go do ust i podpalił zapalniczką z nagim wizerunkiem jakieś bezwstydnej kobiety.
Gdy pociągnął filtr, niemal natychmiast zaczął się dusić i kaszleć. -Typowe.
Blondyn zabrał Lovino szluga i sam go sobie włożył w usta. -Patrz. Powiedział i dmuchnął brunetowi prosto w twarz.

 -Idioto! -wydusił Lovino. Holandia jedynie uśmiechnął się pod nosem. -Paliłeś kiedyś po studencku? -blondyn spojrzał na zielonookiego.

 -W ogóle idioto nie paliłem! -warknął Lovi.

Holandia nic nie odpowiadając wetknął sobie filtr do ust i złapał podbródek bruneta. Przyłożył swoje wargi do jego i wdmuchał lekko dym. Praktycznie czerwony Włoch, długo nie myśląc zarzucił ręce na kark holendra i pogłębił pocałunek.
Blondyn przykuł Włocha do ściany układając dłonie na jego biodrach, na co Lovi zareagował dreszczami podniecenia.

 -To chyba nie był twój pierwszy raz. -Vincent oderwał się na chwilę od młodego Vargasa i ponownie zaczął obcałowywać jego pełne usta. -H..hej! Vincent, co my robimy... -zapytał a bardziej stwierdził brunet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz